Sri Lanka 2025
Wyjazd na Sri Lankę planowałyśmy już od kilku lat, ale zawsze coś burzyło nasze plany. Tym razem się wreszcie udało. Było bardzo zielono, cieplutko, kolorowo. Lankijczycy są bardzo sympatyczni i uśmiechnięci. Jedzonko było smaczne i wszędzie bez problemu można było się dogadać po angielsku (to oczywiście spadek po Brytyjczykach, ponieważ Sri Lanka przez wiele lat była ich kolonią).
Kraj jest bardzo cywilizowany i generalnie bezpieczny. Zupełnie nie jest podobny do Indii, na co początkowo byłam nastawiona. Widać, że wyspa koncentruje się na turystach i stara się rozwijać. Już na pierwszy rzut oka widać, że wiele miejsc to spuścizna po obecności Brytyjczyków, jak na przykład boiska do gry w krykieta, czy też małe miasteczka z typową angielską zabudową. Pomiędzy Badulla a Colombo codziennie kursuje pociąg, którym łatwo mogą przemieszczać się turyści. W pociągu są 3 klasy miejsc. W pierwszej klasie można liczyć nawet na klimatyzację. Poza tym pomiędzy miastami kursuje wiele autobusów (lepszej lub gorszej jakości), ale jest to raczej transport typowo dla lokalsów. Poza głównym połączeniem kolejowym, aby przemieszczać się po kraju turyści dość często wynajmują samochody z kierowcą. Ruch jest lewostronny i generalnie odradza się turystom wypożyczać samochody (konieczność uzyskania dodatkowych dokumentów uprawniających do kierowania na miejscu). Dlatego też warto rozważyć udział w wycieczce zorganizowanej, choć oczywiście na własną rękę też można wiele zobaczyć.
Giełda rybna i połów ryb w Negombo
Na początku naszego wyjazdu jedziemy nad ocean zobaczyć giełdę rybną. Rodzajów ryb jest bardzo wiele. Co ciekawe, część ryb suszy się na plaży. Przy samej giełdzie pracują także rybacy, którzy codziennie dostarczają ryby ze świeżego połowu.
Rejs rzeką i kanałami koło Negombo
Warto wybrać się na krótki, około godzinny rejs, w trakcie którego przepłynąć można się rzeką oraz kanałami, które z kolei są spuścizną po kolonizacji holenderskiej. Wśród zarośli nad rzeką wypatrzyć można różne ciekawe zwierzęta, np. warany.
Świątynia hinduistyczna Madampe Sri Murugan Kovil
Jadąc busem zatrzymujemy się w jednej z kolorowych, hinduistycznych świątyń, których oczywiście w całym kraju jest dużo, ponieważ ok. 13% mieszkańców to wyznawcy hinduizmu.
Anuradhapura
Obowiązkowym przystankiem podczas objazdu Sri Lanki jest Anuradhapura, która była historyczną stolicą państwa syngaleskiego (UNESCO). Na terenie miasta położonych jest kilka kompleksów świątyń, a nawet muzeum archeologiczne. Warto również zatrzymać się przy ogromnych stupach. Odległości pomiędzy tymi wszystkimi miejscami nie są bardzo duże, ale popularne jest poruszanie się tam na rowerze. Z wizyty w Anuradhapurze, poza jazdą na rowerze, pamiętam jednak przede wszystkim straszny ból stóp!! I warto o tym powiedzieć już teraz. Do świątyń wchodzić trzeba boso, ewentualnie w skarpetkach. W lutym temperatury były jednak dosyć wysokie i słońce świeciło tak mocno, że w zasadzie nie dało się przejść boso po kamiennej lub betonowej powierzchni, ponieważ strasznie parzyło w stopy. Dlatego polecam przeznaczyć sobie jedną parę skarpet do stracenia i używać ich do chodzenia po świątyniach (to oczywiście zależy od pory roku).
Mihintale
Mihintale to kolebka buddyzmu. Poszczególne świątynie znajdują się na szczytach położonych obok siebie wzgórz. Po całym terenie świątyni chodzić trzeba boso lub w skarpetkach. Oznacza to, że trzeba wejść boso po schodach na szczyty poszczególnych wzgórz oraz poruszać się boso po ziemi, wśród drzew, aby przemieścić się pomiędzy wzgórzami. Sprawiło mi to znaczną trudność, bo mimo, że byliśmy tam po południu, to niektóre miejsca nadal były tak nagrzane, że nie dało się tam iść. Można było co najwyżej przebiec. Nie było mi również łatwo chodzić boso np. po szyszkach, czy drobnych kamykach leżących na ścieżkach. Jednak poza tymi małymi niedogodnościami jest tam naprawdę pięknie. Na terenie świątyń mieszkają małpy, które jednej z naszych koleżanek ukradły butelkę cola-coli, którą sobie potem beszczelnie wypiły.
Z wizytą u Lankijczyków w Dambulli
W okolicach Dambulli pojechaliśmy do małej wioski, w której oczekiwała nas prawdziwa lankijska rodzina, która przyjęła nas w swoim domu. Generalnie dom był urządzony skromnie, ale były w nim niezbędne, podstawowe sprzęty, a nawet łazienka. Lankijczycy poczęstowali nas herbatą, ciastkami i bananami oraz chętnie pozowali do zdjęć.
Dambulla
Złota Świątynia w Dambulla (Rangiri Dambulla Cave) jest kolejną perełką wpisaną na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest to świątynia buddyjska, która składa się z 5 kaplic wybudowanych w naturalnych jaskiniach skalnych.
Targ warzywno-owocowy w Dambulli
Będąc w Dambulli zajechaliśmy na chwilę zobaczyć jak wygląda lankijskie targowisko. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że można zobaczyć tam mnóstwo warzyw i owoców, których w ogóle nie znamy.
Pidurangala Rock
Jest to idealne miejsce, aby spojrzeć z góry, ale z oddali na wystającą spośród drzew Lwią Skałę (Sigiriya). Wejście zajmuje około pół godziny i nie jest szczególnie trudne, ani męczące. U podnóża znajdują się bary z napojami i czymś do przekąszenia.
Sigiriya
Sigiriya czyli Lwia Skała to miejsce, które z całej Sri Lanki podobało mi się najbardziej. Jest to kolejny punkt wpisany na listę UNESCO. Główną atrakcją jest wejście na szczyt, aby podziwiać wschód słońca. Wejście nie jest zbyt trudne, ponieważ przygotowano nawet specjalne schody (podejście zajęło nam około 40 minut), ale trzeba przygotować się na to, że będzie tam dużo turystów (zwłaszcza o 6 rano!!!). Widok wschodzącego słońca ze szczytu jest naprawdę magiczny. Znajdują się tam pozostałości mitycznego pałacu. Miejsce jest o tyle wyjątkowe, że jest to około 200 metrowa skała położona w środku dżungli, na której zbudowano ogromny pałac.
Świątynia Zęba w Kandy
Kandy jest również miejscem wpisanym na listę UNESCO, ale główną atrakcją jest tam Świątynia Zęba (Sri Dalada Maligawa), w której przechowywana jest relikwia w postaci zęba Buddy. Świątynia jest miejscem pielgrzymek i jednym z ważniejszych miejsc kultu dla wyznawców buddyzmu. Należy pamiętać, że aby wejść na teren świątyni trzeba się odpowiednio ubrać. Najważniejsze jest to, aby mieć zakryte ramiona i kolana. Najlepiej ubrać długie spodnie lub długą spódnicę. Wskazane jest, aby ubrać się na biało, albo generalnie w coś jasnego, ale nie jest to konieczne. Przed wejściem do świątyni należy przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, gdzie poza sprawdzeniem zawartości plecaków, weryfikowany jest ubiór odwiedzającego. Z całą pewnością nie zostaną wpuszczone osoby w krótkich spodenkach, czy w krótkich spódniczkach, ani z dekoltem do pasa.
W trakcie wizyty mieliśmy lokalnego przewodnika, dzięki któremu udało nam się zobaczyć wnętrze całej świątyni oraz ząb Buddy (no dobra, nie sam ząb, tylko jakąś puszkę, w której on niby jest)! Nie było to jednak proste. Pokoik, w którym skrywany jest ząb otwierany jest tylko kilka razy dziennie, na około 15 minut. W tym czasie tłumy ludzi, które są w świątyni chcą go oczywiście zobaczyć. Należy po prostu pchać się z tłumem na pierwsze piętro. Przy samym zębie przechodzi się wąskim przejściem, jedna osoba za drugą. Nie wiadomo dokładnie jak długo pokój z zębem jest otwarty. Generalnie przez kilkanaście minut pchaliśmy się w tłumie, aby zobaczyć ząb. Nasz lokalny przewodnik krzyczał do nas, że mamy pchać się bardziej, bo zaraz zamkną. Jak tylko przeszliśmy koło zęba, to zaraz go zamknęli i połowa osób zgromadzonych w świątyni nie miała już szansy, aby tego dnia go zobaczyć.
Pekoe Trail
Jest to całkiem nowy, 300-kilometrowy szlak prowadzący przez pola herbaciane centralnej Sri Lanki. My przeszliśmy około 20 kilometrów, a na końcu zjedliśmy przepyszny obiad w lokalnej restauracji (w drewnianej budzie). Trekking jest o tyle fajny, że idąc przez pola herbaciane zobaczyć można jak kobiety zbierają liście herbaty, jak przynoszą je do punktu skupu oraz jak mieszkają.
Adam’s Peak (Sri Pada)
Drugim miejscem, które szczególnie utkwiło mi w pamięci jest Adam’s Peak, czyli szczyt o wysokości 2243 m.n.p.m., na czubku którego znajduje się świątynia, a jej wnętrzu odcisk stopy Buddy. Jest to ważne miejsce pielgrzymkowe. Wchodząc na Szczyt Adama wspinamy się nie tylko z zagranicznymi turystami, ale głównie z pielgrzymami, którzy przybywają z całego kraju. Wejście nie jest szczególnie trudne. Aż na sam szczyt prowadzą kamienne schody, a dokładnie 5500 stopni, ale do pokonania mamy 1000 metrów przewyższenia. W okresie pielgrzymkowym droga jest oświetlona, a wzdłuż niej ustawione są dziesiątki stoisk z jedzeniem, piciem, zabawkami, a także całkiem przyzwoite toalety. Wyruszamy po północy i przed świtem jesteśmy na górze. Z uwagi na wysokość nocą było dość chłodno, ale nie zimno. Dla lokalsów było już jednak bardzo zimno, niektórzy chodzili w czapkach i rękawiczkach. Na szczycie udaje nam się wejść do świątyni i zobaczyć tym razem odcisk stopy Buddy! Znowu mieliśmy farta, ponieważ lokalny przewodnik, który był z nami kazał nam w pewnym momencie zboczyć z głównego szlaku, obejść kawałek góry i wejść na szczyt z drugiej strony. Dzięki temu nie musieliśmy stać w kolejce i udało nam się dopchać do świątyni zanim o wschodzie słońca ją zamknęli. W miejscowości Nallathanniya jest baza wypadowa dla pielgrzymów i turystów, gdzie znajdują się hotele, z których skorzystać mogą chętni do zdobycia Adam’s Peak. Lankijczyków często nie stać na takie luksusy i nocują po drodze na schodach, owinięci w koce i kurtki.
Trekking na Ella Rock
Przemieszczamy się busikiem do Ella, która jest już typowo turystyczną miejscowością. Jest tam mnóstwo typowo europejskich barów i restauracji oraz sklepów z drogimi pamiątkami. W okolicy Ella warto wybrać się na łatwy trekking na Ella Rock, który jest punktem widokowym na Little Adam’s Peak. Na Ella Rock spotkaliśmy pana, który miał stoisko z napojami – wyciskał soki z owoców i mieszał z jakąś nieznaną wodą. Na szczęście wszyscy, którzy wypili przeżyli bez żadnych perturbacji żołądkowych.
Przejazd pociągiem ze stacji Badulla do Ella
Na trasie Badulla – Kolombo kursuje pociąg. Przejazd pociągiem jest dosyć ciekawą atrakcją. Pociąg nie jedzie szczególnie szybko, ale mija wsie, pola herbaty, a tory wiją się między wzgórzami. W wagonach niższej klasy można otworzyć sobie okna, a jadąc wychylać się przez te okna, a nawet siedzieć lub wisieć w drzwiach 🙂 Pociąg przejeżdża przez spektakularny Most Dziewięciu Łuków (Nine Arch Bridge) nieopodal Ella. Skład zatrzymuje się na moście na około 10-15 minut, w trakcie których można wysiąść i porobić zdjęcia.
Trekking na Little Adam’s Peak
Okolice Ella oferują także możliwość wejścia na punkt widokowy nazywany Małym Szczytem Adama – 1151 m.n.p.n. Z tego miejsca zobaczyć można m.in. Ella Rock. Wejście jest bardzo proste, ponieważ wysoko wybudowano hotel, do którego prowadzi droga i dojechać można tam busem albo tuk-tukiem. Następnie do przejścia zostaje 15-20 minut. Góra nazywana jest Little Adam’s Peak, ponieważ wygląd samego czubka przypomina czubek Adam’s Peak.


Tuk-tukiem nad wodospady Diyaluma
Około 30 km od Ella znajdują się ładne wodospady, w których można popływać albo nad którymi można sobie poleżeć pijąc i jedząc kokosy, które za grosze sprzedają tam lokalsi. Aby dotrzeć do wodospadów najpierw we wsi należy wziąć tuk-tuka (przejazd ok. 8 minut), a potem dodatkowo iść pod górę ok. 20-30 minut.
Park Narodowy Udawalawe
W parku Udawalawe jedziemy jeepem na safari. W trakcie przejazdu przez park widzieliśmy kilka słoni, bawoły, krokodyle (teoretycznie – bo z bardzo daleka przez zbliżenie w aparacie) oraz wiele ptaków. Niektóre słonie były bardzo blisko, czasem nagle wychodziły na drogę z krzaków. Zwierzęta za bardzo się nami nie przejmowały, po prostu robiły swoje.
Singharaja Rainforest
Ten las deszczowy jest również wpisany na listę UNESCO. Niestety w trakcie, gdy tam byliśmy, to od wielu dni nie padało, wobec czego nie było tej szczególnej atmosfery i wilgoci lasu deszczowego, a większość zwierząt się poukrywała.
Mirissa
To typowo turystyczna mieścina położona nad oceanem, w której wylegiwać można się na plaży, pić drinki z parasolką oraz wcinać świeże ryby. Poza plażą i knajpami za bardzo nie ma tam nic do zobaczenia. Dobre miejsce na jeden dzień chillowania.
Galle
Stare miasto oraz fortyfikacje Galle wpisane są na listę UNESCO, ale jak dla mnie, to nie było to nic nadzwyczajnego. Sympatyczne, klimatyczne, kolonialne miasteczko z latarnią morską.
Podsumowując, Sri Lanka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie jako miejsce zielone, ze smacznym jedzeniem i uśmiechniętymi ludźmi.










































